"W tej kryjówce pokonujemy Rosję". Tajemnica jednej z warszawskiej piwnic

Marta Radio
W piwnicy jednego z warszawskich bloków co jakiś czas zbierają się ludzie, którzy chcą wesprzeć ukraińskie wojsko. Nie da się wejść tam z ulicy. "Nazywamy to miejsce kryjówką, w której pomagamy Ukrainie zwyciężyć" - mówią nam osoby, które się tam spotykają. Są wśród nich Polacy, Białorusini, Amerykanie, a nawet mieszkaniec Sri Lanki. Lokalizacji nie ujawniamy ze względów ich bezpieczeństwa. Więcej w artykule Ukrayina.pl.

Kamuflaż jest jedną ze stosowanych na froncie metod, która pomaga zmniejszyć straty w ludziach. Zarówno żołnierze, jak i zwiadowcy przebierają się często za krzaki, aby wróg nie mógł ich namierzyć. Gorzej sytuacja wygląda ze sprzętem wojskowym, bo jest duży i łatwo go zauważyć. Jednak i na to jest dobry sposób. Tysiące wolontariuszy w całej Ukrainie i za jej granicami robią specjalne siatki maskujące, którymi można przykryć zarówno okopy, jak i czołg, który stoi w polu. Celem takich działań jest stworzenie złudzenia, że są one elementem krajobrazu. 

Ukraińskie wojsko korzysta z siatek maskujących od trzech dekad, ale coraz częściej zaczęto ich używać po wybuchu wojny w Donbasie w 2014 roku. Zapotrzebowanie na nie wzrosło wraz z wybuchem wojny na pełną skalę. Armię liczącą pół miliona osób trzeba było poza mundurami i żywnością zaopatrzyć też w siatki maskujące. Kijów zapewnia żołnierzom te pierwsze potrzeby, ale do szycia siatek potrzebne były dodatkowe ręce. Ze względu na duże zapotrzebowanie, cywile zaczęli robić czapki i siatki maskujące w domach, szkołach, na uczelniach czy też w innych miejscach, gdzie mają taką możliwość. Jedno z takich miejsc w 2022 roku pojawiło się nawet na mapie Warszawy i działa do dziś. 

Tajemnica jednej z warszawskich piwnic. "To nasza kryjówka"

Dziennikarze Ukrayina.pl spotkali się z wolontariuszami, którzy tworzą kamuflażowe ubrania i siatki dla ukraińskiej armii. Mówią, że działają w ''kryjówce", która powstała w piwnicy jednego z warszawskich bloków.

Piwnica jest rozmachem, bo liczy kilka pokoi. W jednym pomieszczeniu wolontariusze szyją i kleją kawałki tkaniny, w innym je tną, a w kolejnym - suszą. Każdy wie, co ma robić. Proces za każdym razem wygląda podobnie. Nowe osoby są szkolone, a całość nadzoruje specjalny "koordynator". Takich koordynatorów w kryjówce jest 13.

Wolontariusze nazywają to miejsce "Sitka", co po polsku oznacza "siatka". Spotykają się tam sześć dni w tygodniu. Jak mówi w rozmowie z Ukrayina.pl Nika Grudzyńska, jedna z koordynatorek prac, siatki maskujące na froncie są koniecznością, gdyż pozwalają ukryć przed wrogiem sprzęt, broń czy nawet całe konstrukcje inżynieryjne. Piwnicę ukraińskim wolontariuszom w Warszawie zapewnił jeden z Polaków.

Siatki maskujące z Warszawy trafiają nawet pod Zaporoże 

Na ścianach warszawskiej piwnicy wiszą flagi z podpisami i podziękowaniami od ukraińskich wojskowych. Obok wisi instrukcja, w której krok po kroku jest opisany proces tworzenia siatek maskujących. Z niej  dowiadujemy się, jakiego koloru powinny być siatki maskujące w zależności od pory roku i jak dokładnie powinny być wykonane w zależności od tego, do czego są przeznaczone. Wszystkie materiały, z których powstają siatki, wolontariusze dostają za darmo od ludzi. Szukają tkanin w hotelach lub kupują je z własnych pieniędzy. Organizują specjalne zbiórki, które pokrywają koszty produkcji. 

'Sitka. Warszawa' tworzy siatki maskujące dla ukraińskich żołnierzy'Sitka. Warszawa' tworzy siatki maskujące dla ukraińskich żołnierzy Ukrayina.pl

Koordynatorka: Wiemy od żołnierzy z frontu, czego potrzebują

Zapotrzebowanie na siatki maskujące zgłaszają sami żołnierze. "Prośby nadchodzą od wojska i wpływają do nas bezpośrednio lub za pośrednictwem wolontariuszy czy naszych rodzin" - tłumaczą wolontariusze. Siatki plecione w Warszawie tkane są dla całego frontu. Od granicy ukraińsko-białoruskiej po Zaporoże.

Zrobienie jednej takiej siatki zajmuje średnio kilka godzin. Tylko w maju wolontariusze ośrodka utkali 1238 metrów kwadratowych siatki. Oprócz siatek szyją także bieliznę dla rannych żołnierzy. Często robią to w domach. 

Siatki robią też Polacy, Amerykanie, Białorusini i ludzie ze Sri Lanki

Jedna z naszych rozmówczyń zaznacza, że nikt nie dostaje za to pieniędzy. "Wszyscy przychodzą tu za darmo i dobrowolnie, kiedy mają czas. Mam pracę i inne obowiązki, dlatego przychodzę tu dwa razy w tygodniu. Kryjówka jest otwarta w niedzielę. Wtedy mogę tu zostać na dłużej" – dodaje.

Do piwnicy przychodzą ludzie w różnym wieku, wszyscy pochodzą z różnych krajów.  Często przyjeżdżają z dziećmi. Jedna z wolontariuszek zabiera do ''pomocy" swoją dziewięciomiesięczną córeczkę. Poza Ukraińcami, siatki maskujące dla ukraińskiego wojska w Warszawie tworzą też Polacy, Białorusini, Amerykanie, a nawet mieszkaniec Sri Lanki. Jak mówi nam koordynatorka, zapotrzebowanie przekracza możliwości wolontariuszy, więc nowe osoby są mile widziane.

Wolontariuszka: Muszę tu być i nie wiem, czy wrócimy kiedyś do domu

Do ''Sitki. Warszawa" codziennie przyjeżdża pani Maria, która jest już na emeryturze. Do Polski przyjechała w drugim miesiącu wielkiej wojny, w kwietniu 2022 roku. Pochodzi z obwodu chersońskiego. Mówi, że droga do kryjówki w Warszawie zajmuje jej ponad godzinę, ale tylko tu czuje, że przyczynia się do pomocy wojsku.

''Nieważne, ile czasu zajmie mi dotarcie. Wiem, że muszę tu być. W ten sposób pokazujemy, że nawet będąc za granicą, pamiętamy o naszych żołnierzach. Chcę zwycięstwa jak najszybciej. Chcę do domu" – wyznaje kobieta.

Nie wiem, czy będzie miała dokąd wracać. Moja miejscowość przez długi czas była pod okupacją rosyjską, a w moim domu mieszkali rosyjscy żołnierze. Więc nie wiem, czy będę mogła poczuć się tam bezpiecznie - mówi.

Robienie siatek maskujących dzieli się na etapy. Jeden z nich to cięcie tkaninyRobienie siatek maskujących dzieli się na etapy. Jeden z nich to cięcie tkaniny Ukrayina.pl

70-letnia pani Halina z miasta Dniepr na wschodzie Ukrainy odwiedza "kryjówkę" od dwóch lat. Mówi, że nie wyobraża sobie już życia bez pomocy przy szyciu siatek i bez koleżanek, które spotkała w tej warszawskiej piwnicy. ''Jesteśmy z różnych części Warszawy, więc dzielimy się wiedzą o mieście. Od siebie się dowiadujemy, co się w Warszawie dzieje. Czasem razem gdzieś wychodzimy. Ostatnio byłyśmy w kinie" - opowiada.

Może i jesteśmy zmęczone, bo wiek już nie pozwala długo pracować. Ale jest poczucie, że robimy coś ważnego. Może częściowo przybliża to nasze zwycięstwo. Chłopaki z frontu nam dziękują i to jest dla nas najważniejsze.
ПОПУЛЯРНІ
ОСТАННІ