Matka razem z synami walczy na wojnie z Rosją. "Nie pozwolili mi pójść samej!"

Olena Fomenko wraz z dwoma synami poszła do wojska. Nie mając doświadczenia wojskowego, 46-letnia kobieta nauczyła się strzelać i obecnie służy jako starszy żołnierz. Olena Fomenko jest również psychologiem. - Broń będę trzymać w rękach, dopóki Ukraina nie pokona wroga - mówi kobieta w rozmowie z Ukrayina.pl.

"Od 2008 roku pracuję w Obwodowym Szpitalu Psychiatrycznym w Czerniowcach jako psycholog praktyczny" - mówi Olena Fomenko. - Kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę w 2014 roku, kilka miesięcy później zaczęli do mnie przychodzić wojskowi. Byli to żołnierze po traumie wojennej, którzy ponownie musieli wrócić na front. Nie miałam doświadczenia, jak postępować z tą kategorią pacjentów. Często musiałam poszukać informacji, jak psychologowie w innych krajach pracują z żołnierzami. Brałam udział w kursach w ambasadzie izraelskiej. Wtedy wyraźnie zdałam sobie sprawę, że w przyszłości muszę pomagać obrońcom Ukrainy" - dodaje.

Zobacz wideo Prof. Legucka: Dużo się może zmienić, jak Ukraińcy podejmą skuteczną kontrofensywę

W 2015 r. w placówce medycznej otwarto ośrodek rehabilitacji medycznej i psychologicznej żołnierzy, którzy doznali psychicznego urazu bojowego (kontuzje, zespół pourazowy itp.). Wraz ze swoją koleżanką Olena pomagała im przystosować się do spokojnego życia.

Według kobiety już wtedy wpadła na pomysł wstąpienia do jednej z brygad i pomocy w roli psychologa, na pierwszej linii frontu. Ale jej dzieci ją powstrzymały: najstarszy Wład miał wtedy zaledwie 11 lat, Christian - 10.

Wszystko zmieniło się 24 lutego ubiegłego roku. – Obudziłam się rano i zdałam sobie sprawę, że nie mogę już zostać w domu - opowiada. - Następnego dnia zadzwonili moi przyjaciele z wojska i zaproponowali, że pójdziemy razem na front. Zadzwoniła do swojego najmłodszego syna, Christiana, który w tym czasie był studentem Czerniowieckiej Akademii Medycznej. Kiedy przyznała, że idzie do wojska, powiedział: "Mamo, daj mi pięć minut! Zbieram się i idę do ciebie!" Najstarszy syn, Władysław, który w tym czasie studiował na Bukowińskim Państwowym Uniwersytecie Medycznym, powiedział też, że będzie walczył.

Moi synowie nie byliby powołani przez Komisariat Wojskowy, bo są studentami, więc od razu zwróciliśmy się do Batalionu Obrony Terytorialnej, gdzie nas zabrali. Później weszliśmy w skład Sił Zbrojnych. Stanowisko psychologa było już obsadzone. Ale to mnie nie powstrzymało. Zdobyłam specjalizację strzelecką, teraz doskonale władam AK-74" - opowiada.

Władysław, który ma 20 lat, jest najmłodszy w swoim batalionie. Pełni funkcję medyka kompanii. Młodszy syn, 19-letni Christian, również pracuje jako strzelec, a jednocześnie zainteresował się rozpoznaniem lotniczym. Służy z matką, także jest najmłodszy w batalionie.

Żołnierka dodaje, że z synami łatwiej jest służyć, bo cała trójka wspiera się moralnie. "Chociaż czasami jestem zła, że zamiast uczyć się w spokojnym kraju, moje dzieci biegają z karabinami szturmowymi" – mówi kobieta. - Marzę, żeby po zwycięstwie dzieci wreszcie otrzymały dyplomy lekarskie i ratowały ludność cywilną. A ja zajmę się rehabilitacją naszych bohaterów i bohaterek. Jestem pewna, że stanie się to bardzo szybko, pracujemy nad tym przez całą dobę".

Wiktoria TRUDKO